środa, 8 maja 2013

Jak żyć z człowiekiem wiecznie nieszczęśliwym

moja matka ciągle narzeka | mąż malkontent

Budzi się rano i od razu stwierdza, że dzień będzie do niczego, bo pada, bo słońce zbyt jasno świeci lub bo po prostu takie masz przeczucie. Wstaje i zaczyna narzekać, że tylko ona w domu sprząta, że tylko ona o wszystko dba, że tylko ona masz złą pracę, że tylko jej dzieci są mało zdolne i leniwe. Cały dzień jest koszmarem, ciągle coś jest nie tak. Aż w końcu przychodzi wieczór a ona zamiast zasnąć leży i rozmyśla, jaka jest nieszczęśliwa. Brzmi znajomo? Ktoś tobie bliski ciągle narzeka?


W związku z malkontentem


Jesteś w związku z taką osobą? A może ona jest twoją matką, ojcem, szefem, znajomym, przyjaciółką? Czujesz, że jej ciągłe toksyczne narzekanie podcina ci skrzydła? Przez jej bycie nieszczęśliwą ty masz w sobie coraz mniej entuzjazmu, coraz mniej radości życia. Poprzez narzekanie ta osoba sprawia, że wszystko wokół niej umiera, pozytywne emocje, dobre nastawienie, wiara w przyszłość. W duszach innych ludzi, swojej rodziny, znajomych sieje niepokój i poczucie winy. Bo osoba, która ciągle narzeka jest chronicznie nieszczęśliwa i nie akceptuje szczęścia innych osób. Nie potrafi sobie wyobrazić jednego cudownego dnia, w którym budzi się rano pełna euforii, wszystko co robi, sprawia jej radość, życie jest piękne a ludzie wokół mili.


Osoba wiecznie nieszczęśliwa


Bycie nieszczęśliwą jest dla tej osoby azylem. Uważa, że wszystko, co złe w jej życiu nie ma związku z nią, ale z tym co się dzieje wokół niej. Winni są zawsze wszyscy, tylko nie ona sama. Przyjmuje postawę męczennicy, cierpiąc za wszystkich i za wszystko, a powody są tak błahe jak choćby niewyrzucone śmieci. Opcjonalnie swoje problemy upatruje jeśli nie w splocie okoliczności zewnętrznych, to po prostu w pechu. Innymi słowy stan permanentnego nieszczęścia, w który się wprawia jest dla niej ucieczką od odpowiedzialności za własne życie. Życie poza tym schematem wydaje się dla niej niemożliwe. Prawdopodobieństwo zmiany generuje paniczny lęk przed tym, co może ją potem spotkać.


Skąd to się bierze?


Osoba chronicznie nieszczęśliwa, wiecznie narzekająca jest zupełnie pozbawiona poczucia własnej wartości, pewności siebie, nie wierzy w swoje własne siły, nie ufa swoim instynktom. Może to mieć związek z jakimiś traumatycznymi doznaniami z przeszłości albo z negatywnymi wzorcami, które przejęła od rodziców. Nie potrafi wyrwać się z negatywnego schematu, w jakim żyje, ponieważ to w czym tkwi wydaje jej się najprostszym sposobem na życie, a czasem jedynym, jaki zna, w jakim sobie świetnie radzi.


Jak pomóc komuś, kto ciągle narzeka?


Jeśli jesteś w związku lub jakiejkolwiek innej relacji z kimś takim, to po pewnym czasie zauważysz, że zaczynasz nabierać jej cech. Zaczynasz odczuwać niepokój o własną przyszłość, poczucie winy, że nie jesteś doskonały na tyle, na ile bliska ci osoba oczekuje, spada twoje poczucie pewności siebie. Jeżeli ta osoba jest ci naprawdę bliska, to odruchem jest chęć, by pomóc jej się zmienić. Jednak ona najczęściej nie chce zmiany, nie wierzy w siebie, w to, że jej się uda i po prostu chce tkwić w schemacie, który sobie wybrała. Co możesz zrobić? Przede wszystkim musisz zdać sobie sprawę, że ta osoba prawdopodobnie nie dostrzega problemu i nie chce się zmieniać. Aby zmiana była trwała, motywacja musi być silna, wypływać z danej osoby i nie być spowodowana czynnikami zewnętrznymi. Dlatego też wszelkie szantaże i układy, w których stawiamy ultimatum typu "Jeśli się nie zmienisz to odejdę" nie działają. Owszem, ten ktoś zmieni się, ale krótkotrwale. Po jakimś czasie wszystko wróci do poprzedniego stanu.


Jak radzić sobie z kimś, kto jest wiecznie niezadowolony


1. Spróbuj porozmawiać. Uświadom jej, że jej narzekanie niszczy waszą relację. Jeśli trzeba, to powiedz jej to wprost. Nie stawiaj ultimatum, za to powiedz, że jeśli zechce się zmienić to jej pomożesz, będziesz stać przy niej i ją wspierać. I pamiętaj, że ona musi odczuć to wsparcie. Możesz jej zaproponować eksperyment: tydzień bez narzekania. A za jedno toksyczne zdanie płaci ci złotówkę :)

2. Nie zwracaj uwagi na narzekanie. Wiem, że to ciężka droga, szczególnie gdy chodzi o osobę, którą kochamy, ale warto uniezależnić się od niej emocjonalnie tak, by jej gadanie nie zatruwało nam życia. Kiedy usłyszysz, że życie jest do niczego, nikt jej nie pomaga, nikt nie sprząta, to nie kłóć się, nie wdawaj w sprzeczki, bo do niczego cię to nie zaprowadzi. Raczej zignoruj to jej gadanie, wyjdź na spacer, idź pobiegać, żyj swoim życiem.

3. Reaguj pozytywnie, odwracaj przysłowiowego kota ogonem. Kiedy usłyszysz, że nic jej się w życiu nie udaje, podaj kilka przykładów, by udowodnić, że tak nie jest. Powiedz np. "masz prawo jazdy, znasz angielski, masz dwójkę zdrowych dzieci". Odwrócisz w ten sposób jej uwagę od problemu i skierujesz na pozytywną stronę życia.

4. Chwal ją. Malkontenctwo bierze się między innymi z niskiego poczucia własnej wartości. Mów, że obiad jest pyszny i nie zwracaj uwagi kiedy mówi, że jest ohydny. Powiedz jej, że pięknie wygląda, że do twarzy jej w tej bluzce. W ten sposób pomożesz jej wzmocnić poczucie pewności siebie.

Jeśli wszystkie te strategie zawiodą, a osoba ci bliska nie dostrzeże problemu i nie będzie chciała się zmienić, pozostaje ci już tylko odcięcie się od niej. W przypadku przyjaciół czy znajomych zadanie jest łatwe, bo wystarczy przestać się spotykać, urwać kontakt. Natomiast jeśli chodzi o twoją matkę, ojca czy kogoś bliskiego jest trudniej. Trzeba po prostu oderwać się emocjonalnie, przeciąć pępowinę. Czasem konieczna będzie terapia, ale naprawdę warto się na nią zdecydować.   

25 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis.
    Niestety w swoim otoczeniu miałam takie osoby i nie potrafiłam sobie z nimi poradzić, więc znajomości zostały zakończone.

    Myślę, że b.ważnym czynnikiem jest stopień ''zainfekowania przez bycie nieszczęśliwym''
    bo jeśli ktoś LUBI taki stan (a myślę, że jednak takie osoby są), to dopóki one nie wyjdą z takich wygodnych pozycji, to niestety żadne rady, jak w nich wykrzesać nieco więcej życiowego optymizmu, nie pomogą...

    Pozdrawiam serdecznie!
    lasubmersion

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak się oderwać od koleżanki z pracy, z którą muszę siedzieć w pokoju i ona narzeka średnio przez 7h dziennie? Wyzywa ludzi i klientów jak już ich nie ma i wszystko jej się nie podoba, nawet jak premie dostaniemy. Ratunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie ? wszyscy i wszystką ją wścieka i doprowadza do szału. siedzę z nią sama w pokoju a ona wybucha bo mąż debil bo dziecko uparte i dlatego się spóźniła bo ktos coś bo pogoda do bani (czy lato czy zima)bo ciagle dzicko choruje itd. I czy chce czy nie musze przez 8 godzin tego słuchać :( zauważyłam że ostanio juz mnie to strasznie przytłacza i przygnębia a gdy zajmuje się czymś separuje tylko przytakuje ona atakuje. co mam zrobić bo zaczynam mieć wrażenie ze mnie to wysysa a wiem że zwrócenie jej uwagi nawet mega spokojnie skończy się atakiem że gówno wiem bo ma grzeczne dziecko i ogólnie chyba życie a'la sielanka. do przełożonych tez nie mogę iść bo ona ze swojego jęczenia zrobiła sobie sposób na nich i oni jej ciągle współczują i uwielbiają
      ratunku

      Usuń
  3. Punkt 2-gi, radzenia sobie z osobą niezadowoloną.

    OdpowiedzUsuń
  4. Koleżanka czy znajomy ale co ja mam zrobić moje mauzenstwo stoi pod bardzo dużym znakiem zapytania muj mąż ma wszystkie objawy kture zostały opisane czy naprawdę przyjdzie się tylko rozstać bo moja cierpliwość już się wyczerpala jesteśmy juz razem 24 lata i chyba 25 już nie bedzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak.. ciężka sprawa, bo to mąż, bo jest miłość, wiele lat wspólnego życia, pewnie i dzieci. A rozstanie nie jest łatwe. I może nie jest też odpowiednią opcją w tym wypadku. Musisz rozważyć wszystkie za i przeciw, a przede wszystkim - poszukać także innych rozwiązań. Bo może potrzebna będzie terapia małżeńska? Może mąż się na nią zgodzi - w obliczu rozstania? Czy wykorzystałaś wszystkie opisane przeze mnie sposoby? Czasem jest tak, że osoba ciągle niezadowolona jest bardzo nieszczęśliwa, niedowartościowana i potrzebuje, by ktoś tę wartość potwierdzał pochwałami. A czasem to objaw lekkiej depresji. Porozmawiaj z mężem, zaproponuj mu terapię, wspólną lub indywidualną. Jeśli się nie zgodzi... wtedy będziesz myśleć, co dalej.
      Z twojego posta wynika, że tak naprawdę nie chcesz rozwodu, ale chcesz zmiany w zachowaniu męża. Musisz go bardzo kochać, skoro tak długi czas znosiłaś jego trudny charakter. Podziwiam Cię :). Jeśli chcesz, napisz do mnie na priv - formularz kontaktowy znajdziesz na dole prawej kolumny bloga. Pozdrawiam Cię serdecznie i bardzo pozytywnie :). Trzymaj się :).

      Usuń
  5. Narzekam. Zaczęło się od załamania nerwowego, kiedy narzekają prosiłam o pomoc, mówiłam o tym że ktoś musi mi pomoc bo sama nie dam rady to nikt mnie nie słuchał i nie pomógł do tej pory. Żyje sobie tak na skraju kilka lat. Żale się , marudze itp i co słyszę? Przesadzasz! Co Ty sobie tam w ymyslasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Narzekanie i malkontenctwo, o którym piszę, a depresja i załamanie nerwowe to dwie różne rzeczy.
      Jakiej konkretnie pomocy oczekujesz od innych? Może warto pomóc samej sobie i po prostu pójść po pomoc do specjalisty, psychologa, psychiatry? To żaden wstyd, a jedynie wyraz dbałości o swoją psychikę i dojrzałości.

      Usuń
  6. Moja mama taka jest. Wiecznie narzeka. Nikt jej nie pomaga, nikt nie sprząta, źle bo pada deszcz, źle bo świeci słońce, źle bo jest zimno. Ciągle jest źle. Nie dostrzega pozytywnych stron. Boję się do niej odezwać bo gdy tylko to zrobię, zaczyna narzekać na wszystko. Mieszkamy w jednym domu, a staram się jej unikać bo po prostu nie jestem w stanie przebywać z moją matką w jednym pomieszczeniu. I to też jej przeszkadza bo według niej po prostu unikam pomagania jej w domu, a tak naprawdę unikam jej samej! Jej narzekanie nastraja mnei negatywnie. Od lat mam depresję i nie potrafię sobie z tym poradzić. A matka pogarsza sprawę. Ciągle na mnie narzeka co powoduje u mnie zniechęcenie, obniżenie poczucia własnej wartości, smutek itp. Wystarczy że nie wyrzucę śmieci, a już zaczyna się seria narzekania na mnie i na cały świat. Czuję się jak totalne zero. Proszę ją, by była choć trochę pozytywna, ale nie chce się zmienić. nie rozumie jak jej podejście wszystkim szkodzi. Według niej, to wszyscy inni mają się zmienić i dostosować się do niej, ona nie musi. Zawsze ma usprawiedliwienie na swój charakter. Bo ciężko pracuje bo jest schorowana bo przemęczona. Znam dużo osób schorowanych, przemęczonych, ciężko pracujących, które nie mają aż tak negatywnego nastawienia. Sama kilka lat temu wciąż narzekałam na wszystko bo przejęłam taki sposób bycia po niej. Ale postanowiłam się z tego wyrwać. I udało się. Wiem że można tylko trzeba chcieć. Niestety moja matka nie chce niczego zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jedna dobra metoda - wyprowadzić się i przestać współdzielić te emocje. Byłam dokładnie w tej samej sytuacji jeszcze dwa lata temu i powiedziałam dość. Dziś jestem szczęśliwsza, matkę odwiedzam 3 razy do roku na krótki czas. Stosuje porady wymienione w tym poradniku, ale niestety moja matka nie chce się zmienić, nie ma tej wewnętrznej motywacji. Ona po prostu lubi być biedna, nienawidzona i pokrzywdzona. Każda prośba o pójście na psychoterapię kończy się najwyżej zapisaniem sie na wizytę i nie pojscie na nia. Ja sie juz poddalam skoro ona niechce walczyc. A nie widzi tego ze krzywdzi swoje wlasne dzieci. Moj brat ma prawie 40 lat i jest zupełnie niepewny siebie. Ja mam 27 i trochę łatwiej mi z tym pracowac,tez mialam depresje i dalej mam stosunkowo niskie poczucie wartości, ale wierzę w zmiane, potrafie sie cieszyc i potrafię sobie powiedzieć stop kiedy sie zapedze w ten wyuczony w domu schemat. Zycze ci powodzenia, zeby i tobie sie udalo - Aga

      Usuń
    2. U mnie jest to samo - wiecznie niezadowolona matka narzekajaca na wszystko. Zle ze nie sprzątam a jak sprzątam to i tak mówi ze jest syf, wkurzy sie na mojego męża a wyzywa sie na mnie jak on jest w pracy (jemu nic nie powie. Szczerze powiedziawszy mam ja gdzies, ale szkoda mi córeczki - ma rok - kiedy mamusia znowu narzuci focha a mala się do niej garnie, ta specjalnie udaje ze jej nie widzi a mala placze. Każde święta sa porazka - nigdy niczego nie zrobi nie pomoże w niczym a wszystko co ja zrobię jest paskudne i zle. Dzisiaj Wielkanoc, przedwczoraj oczywiście wyszukala sobie powód do kłótni tak zeby w niczym nie pomoc, nie odzywa sie i siedzi zamknieta w swoim pokoju juz trzeci dzien a jeszcze trochę to potrwa.
      Jest zadowolona tylko wtedy kiedy pożyczam jej pieniadze albo cos jej kupuje. Uważa sie za najmadrzejsza i najpiekniejsza, tak wszyscy ja chwalą jak ona pięknie wygląda i pięknie sie ubiera.... (jej słowa). Ja z mężem to syfiarze gdzie nie pójdziemy to nasramy, dziecko to samo.. Ja i moja siostra to wiesniary i nie umiemy sie ubrac. Naprawde zastanawiam się jak mój św pamięci tata z nią wytrzymywal i nie dziwie sie ze wiecznie tylko pracowal albo siedział na dzialce.. Jak bylam mala to zawsze tata mnie gdzies zabieral na spacery czy wycieczki bo z matka siedzialabym tylko w domu.. Bo kasa kasa ona nigdy nie miała pieniędzy (dla mnie i rodzeństwa) ale na fryzjera czy ciuchy dla siebie owszem. Teraz tez doklada sie minimalnie do rachunków i jedzenia, pozostale 700-800zl które jej zostaje rozwala w gora 3dni na kosmetyki,ubrania itp a później placze ze nie ma pieniędzy i jeszcze pozycza.
      Najchętniej bym się wyprowadziła i poważnie to rozważam bo wreszcie miałabym święty spokój, z tym ze musialabym sie liczyć z tym ze pieniadze mielibyśmy na styk a gdybyśmy my albo mala zachorowała to nie mielibyśmy nawet na leki, bo kupę kasy wydajemy na pampersy, mleko itp rzeczy potrzebne dla malej, a na pomoc od Państwa jestesmy "za bogaci" nawet rodzinego nie dostaliśmy na mala a o 500plus możemy zapomnieć bo przekraczamy o pare zlotych

      Usuń
  7. Ja taka jestem i chyba właśnie zdałam sobie z tego sprawę. Co mam robić? Od czego zacząć? Mam w domu małe dziecko więc nie mogę iść od razu na terapię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakbym czytała o swoim mężu. 5 lat temu mnie olał jak byłam w ciąży, bo dla niego od zawsze było wazniejsze narzekanie na wszystko i niezadowolenie ze wszystkiego. Wpędził mnie przez to chyba w nerwicę i depresję. Jak się z tym uporałam i wydawało mi się że już jest naprawdę dobrze między nami, bo nie było ani kłótni, były dobre relacje itp, zaszłam teraz w ciążę. W związku z tym zaczęliśmy szukać nowego mieszkania no i się zaczęło znowu. Wieczne narzekanie na brak pieniędzy, chociaż co miesiąc kasę z wypłaty odkłada. Ja nic sobie przez to nie kupuję, jestem zaszczuta, boję się ze jak coś sobie kupię to będzie jeszcze większe narzekanie. Ale jakby jego matka wiecznie też narzekająca albo ojciec darmozjad, którzy wnuczkę i syna mają gdzieś, powiedzieli że potrzebują kasy, to by im dał bez mrugnięcia okiem. Wieczne narzekanie jaki to jest głupi i beznadziejny, jaki to jest nieszczęśliwy. Ja tego nie wytrzymuję. Przysięgam że jakbym miała się z czego utrzymać to pomimo ciąży i pierwszego dziecka bym się wyprowadziła. Ciąża go znowu nie interesuje, jak byłam w 8 miesiącu to twierdził ze pojedziemy do jego brata na święta, jak ja wtedy będę miała 2 tygodnie do porodu. I wielce się zdziwił i się zapytał na kiedy mam termin - w ósmym miesiącu się zapytał. Nic go nie interesuje, wiecznie skupia się na sobie, na swojej nieszczęśliwości. Nie wiem co mam robić, czuję że ja powoli psychicznie wysiadam. Poprzysięgłam sobie że jak druga córka będzie mogła iść do żłobka albo przedszkola to ja idę do pracy i wnoszę o rozwód. Tylko jak wytrzymać do tego czasu?

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja żona jest takim przykładem, tyle że ja nie " zarażam" sie od niej. Próbowałem juz prawie wszystkiego, niestety jest chwilowa poprawa, a potem wszystko wraca. Mam dobra posadę w miedzynarodowej korporacji od niedawna, dobrze zarabiam mamy malego synka jej agresja i problemy przerzuca na nas, zminia prace po tygodniu po dwóch,wszędzie,jest za ciezko,wszędzie czegoś wymagają. Nie da sobie nic powiedzieć wszystko to moja wina. Powoli mam dość myślę o rozwodzie,ale w żadnym wypadku nie zostawię jej dziecka. Bede walczył. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam.Moja żona jest od wielu lat osobą strasznie się użalającą,zgorzkniałą i marudną.Katastrofizm przejęła po matce.Jest osobą o niskim poczuciu własnej wartości,zakompleksioną,nienasyconą głaskami w dzieciństwie.Mamy 28 lat doświadczenia małżeńskiego i jesteśmy raczej "niedobrani".Niby nie chce pochwał,przytuleń(muszę się domyślać,wymuszać). Chore.Brakuje nam spontaniczności,entuzjazmu,codziennej radości.Jesteśmy osobami wierzącymi.Ja chodzę na terapie i się rozwijam,przez co jeszcze jesteśmy razem.Żona "to"(życie,trudności)powierza Bogu.Pomyślicie,że jestem egoistą.Tak jestem egoistą ale otwartym na potrzeby innych, zwłaszcza bliskich i człowiekiem empatycznym.Jestem człowiekiem z kruchą psychiką i trudno mi jest żonę wspierać,choć się staram jak potrafię na różnych płaszczyznach. Najgorsze jest to,że nie potrafię się od jej toksyczności odseparować.Żona źle przechodzi okres około menopauzalny.Odsyłanie do lekarzy nazywa niezrozumieniem jej(bo tak jest).Rzutuję to na mnie i gasnę przy niej dlatego,że jestem nadwrażliwcem.Sam jestem realistą z podciętymi skrzydłami.Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  11. O rety mój mąż też narzeka na wszystko i na wszystkich,nie potrafił się cieszyć nawet z narodzin syna,pierwsze co powiedział to jaki on brzydki. I tak mu do dziś zostało,nie chce się z nim bawić,a na spacerze to z nim jeszcze nie był, jak ma go wziąść na recę,to go ręce bolą, z starsza córka też czasu nie spedza,choć dzieci ojca potrzebują to on ich nie chce.Jest zmęczony,kiedy musi z nami gdzieś wyjść,na plażę czy do restauracji na obiad.Wiecznie zmęczony,albo zapracowany. Tylko z matką i swoją ciotka w miarę sie dogaduje bo matka przemilczy,w kącie poplacze i wróci do syna,a mieszkamy wszyscy razem.Choc duży dom to masakra. Tylko moj mąż to raczej Psychofag malkontent,bo prócz narzekań,i obwiniania innych co jaks czas wyzywa,krytykuje,poniża,jest agresywny wszedzie ostatnio zdarzyło się nawet w galerii na zakupach. Na terapię małżeńska nie chce iść bo on nie ma sobie nic do zarzucenia,za to mi psychiatra by się przydał mawia. Rodzina mnie wspiera choć nie odwiedza bo nasze rodziny się nie lubią. Zdarza się że zabiera mi samochód bo jego i muszę z dzieckiem busem jechac do przedszkola. Kłóci się o nie umyta szklankę a gdy dziecko nachylenie w łazience podczas kąpieli to Wrzeszczy że mu się strop zawali i co kapniecie to wyciera ręcznikiem jednorazowym. Chore.Typowy Psychofag. Moja 3 letnia corka mawia do niego gdy mój horror się zaczyna,,słyszysz wyprowadzimy się do bloku,weźmiemy zabawki i się wprowadzimy,,ale on tego chce bo widzę że ma dość,dość tego że nie podporządkować mnie sobie i chce poszukać nowej ofiary,co kilka miesiecy każe mi się spakować i wypie....ac!!!mówi to głośno tak że matka i jej 85 letnia ciotka które mnie niezbyt lubia słyszą. Kurator poradził założyć sprawę o znęcanie mam nagrania jak mnie traktują.Brat oferuje pomoc finansowa,państwo daje na dziecko 500, więc 1000 mam,kurator mówi że alimentów 1000 na dwoje bym dostała choć mąż rolnik wiec 2000 już jest po macierzyńskim do pracy bym poszła j jestem optymistą,dałabym radę,
    ALE Nie mogę Bo mąż ma ogromny kredyt który nie świadoma niczego Podpisałam,zaraził że to papiery o kredy mówiąc że to tylko informacja dla banku że jego stan cywilny się zmienił i że jest teraz żonaty,to ma mniejszą zdolność kredytową jakaż ja głupia byłam,gdybym wiedziała to rozdzielczość majątkowa bym zrobiła.ale mam na to plan tylko muszę jeszcze poczekać,znaleźć w sobie jeszcze siłę żeby tu pocieszać z tą chora psychiczne rolnicza rodzina która tylko pole,pole widzi. Mam radę dla wszystkich kobiet,i proponuję nowy program ŻONA NIE DLA ROLNIKA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem powinnaś poradzić się prawnika w sprawie tego kredytu.
      Sytuacja, w której obecnie tkwisz bardzo niekorzystnie odbija się na psychice dziecka i tylko od ciebie zależy, czy ją zmienisz i uratujesz to dzieciątko, czy nie. Mówisz, że nie możesz. A ja myślę, że po prostu nie chcesz, bo się boisz takiej zmiany. A kredyt to tylko wymówka. Przecież wszyscy chcą ci pomóc, brat, kurator. Poszukaj w sobie odpowiedzi na pytanie, co musiałoby się stać, żebyś zdecydowała się na odejście. Myślę, że ta odpowiedź bardzo wiele ci da.

      Usuń
  12. Witam i proszę o radę bo myślę że moja mama może być. Na to chora. Miała bardzo ciężkie dzieciństwo, nie miała matki bo zmarla gdy moja mama miała rok. Musiała od dziecka ciężko pracować na swoje utrzymanie, później poznala mojego ojca który okazał sie alkoholikiem. Po moim uodzeniu zrezygnowala z pracy. Z ojcem rozwiodla sie po 28 latach małżeństwa dopiero. Wolala tkwić w czymś zlym a pewnym niż zaczac nowe życie. Nie wyniosla wzorców z domu, nie wierzy w siebie nie załatwia wielu ważnych spraw bo chyba sie boi odezwać. Nie ma znajomych bo mówi ze wszyscy ja zawodzą, ze niema jej kto pomoc, ze wszyscy myślą tylko o sobie, narzeka na wszystko i na wszystkich, wszystko jest zle zrobione ona to zrobi lepiej. Mieszkanie jest zadluzone a ona nie podejmuje żadnej pracy ja ja utrzymuje od kilku lat. Mam 30 lat chce założyć w końcu swoja rodzinę, potrzebuje odkladac pieniadze ale co zrobię matce nie dam? Szkoda mi jej mam poczucie winy jo bardzo ja kocham. Ale jak do niej przyjade jest tak nieznosna ze pól godziny z nią to meka. Dodam ze pracuje w anglii i jestem u mamy 3 razy w rokuJak jej pomoc? Proszę niech ktos odpisze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspaniale, że troszczysz się o mamę, ale czy czasem nie zapominasz o sobie? Ona jest dorosła, to jest jej życie. Nie jest nieświadoma, ani na nic chora wbrew twoim podejrzeniom. Po prostu nie potrafi wziąć swego życia w swoje ręce. Klucz do jej problemu leży dokładnie w tym zdaniu: "mówi, że wszyscy myślą tylko o sobie". A przecież tak nie jest, bo ma dziecko, które ją utrzymuje i się o nią troszczy. Usiłuje skupiać na sobie twoją uwagę i wpędzać cię w poczucie winy - i to jej się udaje. Jak jej pomóc? Terapia szokowa, czyli odcięcie dofinansowania raczej jej nie pomoże. Większe skupienie na niej uwagi raczej też nie. W tym układzie możesz pomóc wyłącznie sobie, przez pracę nad sobą w kierunku pozbycia się poczucia winy i uzależnienia emocjonalnego od matki. Brak wyrzutów sumienia, mocne poczucie własnej wartości i dbanie o swój komfort psychiczny sprawi, że pomoc matce nie będzie kojarzyła ci się z przykrym obowiązkiem i nie będzie źródłem frustracji.

      Usuń
  13. Moja mama i moj mąż tacy są. A ja i córka nie. Od mamy się wyprowadziłam; z mężem żyję jak współlokatorzy a nie rodzina, tj. mamy wspólne rachunki i lodówkę ale pokoje osobne. Żyję swoim życiem i córką, a nimi się nie przejmuję. Szkoda życia :) I Wam też tak radzę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre podejście, ale z drugiej strony... czy warto żyć pod jednym dachem z kimś, kogo się nie kocha? Bo chyba tak do końca się nie odcięłaś. Ciekawa jestem, jak w tym układzie odnajduje się twój mąż, czy zrozumiał, zmienił się, chce rozmawiać?

      Usuń
  14. Tez mam meza malkontenta (obcokrajowca). Na poczatku bylo dobrze. Jednak stopniowo jego zachowanie zmienialo sie na gorsze. A teraz mnie ciagle krytykuje, nawet przy dziecku. Kilka lat temu przeprowadzil sie do innego pokoju. Stracil tez prawie wszystkich przyjaciol przez ciagle narzekanie i krytykowanie innych. Rozwod nie wchodzi w rachube. Jak z takim czlowiekiem postepowac? Staram sie ograniczyc kontakt do minimum bo to jego zachowanie mnie bardzo denerwuje, zajmuje sie swoimi sprawami, mam przyjaciol. On uwielbia sie klocic. Ja jestem jego kozlem ofiarnym. W stosunku do dziecka tak sie nie zachowuje na szczescie. Obwinia mnie doslownie o wszystko. Nie chce isc na terapie malzenska. Moze w takim wypadku ja powinnam zwrocic sie o pomoc do psychologa. Chcialabym zeby w naszej rodzinie bylo fajnie, zeby byl fajny, pogodny nastroj a on wszystko psuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wizyta u psychologa jest dobrym pomysłem. Psycholog mógłby pomóc ci spojrzeć na twoje małżeństwo z innej perspektywy i znaleźć optymalne rozwiązanie, a także nauczyć, jak rozmawiać z mężem.

      Usuń
  15. odcinać się od takich ludzi i sobie tyłka nie zawracać! jak będziesz chciał takiej osobie pomóc to się 3 razy zastanów, to są ludzie którzy mają wbite w łepetynę nieszczęście i póki sami nie przepracują tych spraw nikt im nie pomoże. Zazwyczaj takimi ludźmi są manipulatorzy i ludzie obłudni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czasem tacy ludzie są głęboko skrzywdzeni i poranieni. Potrzebują akceptacji i dużej dawki miłości, ale dając im to trzeba być jednocześnie silnym, by nie przejąć ich negatywizmu, nie dać im się zdominować. Zmieniają się, kiedy czują się kochani i akceptowani. Oczywiście nie wszyscy, ale część z nich na pewno. Dlatego myślę, że przed odcięciem się trzeba spróbować tego, co napisałam w punkcie czwartym :).

      Usuń

Dziękuję serdecznie za każdy pozostawiony komentarz. Wasze komentarze dodają mi wiary, że to, co piszę jest interesujące i pomocne.