środa, 2 kwietnia 2014

Jak wreszcie przestać bać się życia!

Boję się życia bo... mam nadopiekuńczych rodziców, w szkole nikt mnie nie lubił i zawsze stałam z boku, nie wierzę w siebie, uważam, nic mi się nie udaje. Znasz to? Chcesz wiedzieć, co zrobić, by przestać bać się życia, zanim twój lęk zamieni się w fobię i przestaniesz wychodzić z domu? Jeśli podjęłaś decyzję, by wyjść z mysiej nory, do której zapędził cię strach, to pierwszy krok masz już za sobą. A następnym będzie zmierzenie się z tym, czego tak naprawdę się boisz

Pomocne może okazać się spisanie swoich obaw na kartce, w postaci konkretnych punktów. Na przykład:

"Boję się wyjść do ludzi, bo uważam, że mnie nie zaakceptują".
albo
"Boję się iść do pracy, bo uważam, że mi się nie powiedzie".

Przeczytaj te zdania jakbyś to nie ty była ich autorką, tylko na przykład twoja przyjaciółka. Co byś jej poradziła? W pierwszym odruchu myślimy zawsze, że najlepiej jest zmierzyć się z własnym lękiem i zrobić to, czego boimy się najbardziej. To dobry pomysł, ale potrzebujesz też odpowiedniej dawki motywacji. Dlatego wyobraź sobie, że przestajesz się bać. Co możesz teraz robić, kiedy zniknęła pętla, która cię ograniczała? Przykładowo, jeżeli bałaś się braku akceptacji, to bez tego lęku będziesz mogła być sobą w każdej chwili. Zaczniesz cieszyć się tym, jaka jesteś, jak wyglądasz, będziesz robić rzeczy, na które zawsze miałaś ochotę. Przestaniesz liczyć się ze złośliwą krytyką. Okaże się, że ludzie lubią cię coraz bardziej, że lgną do ciebie, bo jesteś autentyczna.

Spróbuj w ten sposób rozpracować i ocenić każdy swój lęk. Pomyśl o tych wszystkich pięknych rzeczach, które czekają tuż za progiem, za którym nie ma już lęku, o swoich niezrealizowanych marzeniach i planach. Zmieni się wtedy twoje nastawienie i powoli zaczniesz przekraczać własne ograniczenia. Właśnie: powoli. Nie oczekuj od siebie cudów, daj sobie prawo do lęku i do chwilowych niepowodzeń w pracy nad sobą. Ale jeśli już zaczniesz, to uwierz, że dasz radę, że na końcu twojej drogi jest sukces: życie bez ograniczających cię lęków, w którym robisz wszystko, na co masz ochotę, nie przejmując się opinią innych ludzi. Życie, w którym jesteś sobą :). 

22 komentarze:

  1. Zasłyszane: "Jakiś czas temu krążył po górach człowiek, który po dość długiej wędrówce postanowił wrócić do domu. Było już dość późno, zrobiło się ciemno a góry zatonęły we mgle. Podróżnik bardzo ostrożnie z chodził, pokonując różne półki skalne. W pewnym momencie widoczność spadła do zera, on z ostatnią liną zaczął opuszczać się z kolejnego występu skalnego. Lina okazała się zbyt krótka, zawisł na jej końcu bez gruntu pod stopami których prawie już nie dostrzegał przez mgłę. Nie wiedział co ma zrobić, w górach nie było gdzie się ukryć a powrót do domu zakończył się wraz z liną. Poprosił Boga o pomoc - Boże pomóż, co mam zrobić?
    Bóg odpowiedział - odetnij linę!
    Mężczyzna nie posłuchał w obawie co się z nim stanie. Rano kiedy słońce wzeszło a mgła opadła, znaleziono wędrowca martwego, pół metra nad ziemią niedaleko domu."
    Powiem Ci Emilia że już wielokrotnie odcinałem tę mentalną linę. Kiedyś by ratować życie, teraz by się rozwijać. Ta historyjka doskonale obrazuje to co czułem za każdym razem gdy wchodziłem w nowe doświadczenia. Odwaga to nie całkowity brak strachu, bynajmniej na początku. Odwaga to strach, mimo wszystko chęć zmierzenia się z nim. Tak czy siak nie ma innej drogi niż doświadczenie. Świetny pomysł z tym pisaniem. Naprawdę warto mierzyć się ze swoim strachem. Tak naprawdę strach to nic więcej jak nie przeżyte emocje. Za każdym razem kiedy coś "połknę" (nie wyrażę tego co czuje) wróci to do mnie. Każda lekcja trwa tak długo jak trzeba. Czasami warto zaczynać od tych najmniejszych rzeczy, tak by nabierać doświadczenia i pewności siebie. Z czasem będzie tylko łatwiej, a pamiętać należy że każda droga, nawet ta najdłuższa zawsze zaczyna się od pierwszego kroku :)
    Pozdrawiam, Aquarius

    OdpowiedzUsuń
  2. Od paru miesięcy walczę z "baniem się co z tego wszystkiego wyjdzie" :) I zdecydowanie idzie mi coraz lepiej. Przełamuje się, wychodzę ze swojej strefy komfortu. Boje się, ale robię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mnie zaintrygowała Twoja wypowiedz masz ciekawe spojrzenie na życie na działania jakie podejmujesz. Nie znam ciebie nie wiem jakie masz problemy z czym wiążesz ten strach przed wyjściem jaki to jest strach też nie wiem, ale mam problem z przyjacielem, który boi się ludzi kontaktów z nimi jest to uraz z dzieciństwa był w szkole odtrącony a jest introwertykiem. Te wszystkie nagromadzone przeżycia emocje, powodują u niego że się zamyka w sobie nie wierzy w siebie i przez to mu nic w życiu nie wychodzi. Ja jestem obok ale nie potrafię do niego dotrzeć nie chce nic ode mnie wziąć żadnej rady nie trafiam do niego a widzę jak się męczy. Potrzebuje twojej pomocy może Tobie się uda odpowiedz proszę będę czekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :).
      A czy Twój introwertyk widzi problem i chce zmiany? Może dlatego odtrąca twoją pomoc, bo nie chce tak naprawdę się zmieniać? Zanim wdrożysz jakikolwiek program pomocy zapytaj go o to. Trudno robić coś dla kogoś, kto tego nie chce...

      Usuń
  4. Boję się, a czego? A tego, że ktoś mnie źle odbierze, że mu się nie spodobam czy nie zaakceptuje mnie. Jestem sobą, mówię ,co myślę i robię to co chcę, ale krytyka boli mnie mimo wszystko. Powtarzam sobie, że nikt za mnie życia w końcu nie przeżyje, no super, ale czemu jak usłyszę o sobie coś złego to przeżywam to całymi dniami i nocami. Przecież nie każdy musi mnie lubić, ja też za wszystkimi nie przepadam. Krytyka powinna tak na mnie działać ale od najbliższych. Wiem jaki mam problem ale nie wiem jak się go pozbyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może spróbuj popracować nad pewnością siebie i wzmocnieniem poczucia własnej wartości? Pewność siebie da ci siłę do lepszego radzenia sobie z krytyką.

      Usuń
  5. "Anonimowy" ja tez jak uslysze o sobie cos zlego, przezywam calymi dniami i nocami - nie potrafie prawidlowo funkcjonowac a na dodatek gubie sie w rzeczach ktore sa banalne( praca, dom) bo ciagle krytyka jest w mojej glowie, walcze z opiniami by nie przerodzily sie jako fakty o mnie, jestem juz zmeczona.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niby jestem przystojny, mądry - mam miłość ( TYLKO 2 osoby ).
    Są daleko, w Gdańsku, mają choroby i 80 lat, babcia i dziadek.
    Rodzice zmarli w tej chorobie.
    Jestem sam na wózku, mam depresje, lęki, sram pod siebie,
    brak oddechu, zaraz się uduszę, ledwo pisze,
    Sam w chorobie + 1000 innych problemów.

    WSZYSTKO się ułoży, tak : "życie jest piękne".
    Nawet jak się naprawi, to na chwile, tak działa depresja i dalej lipa.
    Za jakiś czas zdechnie, w bólach, w łóżku.

    Jak umrzesz przez służbę zdrowia, np w szpitalu, karetce - jest OK.
    Nic ich nie ruszy bo śmierć to ryzyko zawodowe.
    a SAMOBÓJSTWO jest złe, patologia, jest OK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi bardzo bardzo przykro, to co napisałeś, jest bolesne i wstrząsające. Wiem, że są osoby ciężko chore i że pisanie im "spróbuj dostrzec pozytywy" to coś totalnie nie na miejscu... W Twoich słowach jest tyle żalu i bólu... Chciałabym Ci jakoś pomóc. Odezwij się do mnie na pv, ok? Po prawej stronie w blogu jest formularz kontaktowy. Nie jestem psychologiem, nie jestem terapeutą, ale mimo to chciałabym coś dla Ciebie zrobić. O ile mi pozwolisz. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  7. też jestem introwertykiem, też byłam odtrącana w szkole, do tego miałam wypadek samochodowy - potrącił mnie samochód w dzieciństwie.. bardzo przykre zdarzenie na początku mojego życia, kiedy normalnie człowiek chce być jak najbliżej innych i jednocześnie potrzebuje CAŁKOWITEGO BEZPIECZEŃSTWA !!! wiesz, mam 29 lat, bardzo mi z tym ciężko. Ludzie niby mi chcieli pomóc, ale zamiast być ze mną, zamiast pomagać mi wejść w towarzystwo, proponowali mi wizyty u psychologa czy psychiatry... kiepski pomysł, bo ja nienawidzę nie lubię lekarzy którzy mędrkują że posiedli wszystkie rozumy, a nie mogą rozwiązać moich problemów. Każdy introwertyk chce, pragnie żeby mieć bliską osobę przy sobie, która pomoże mu wejść w jakieś środowiska zawierać nowe znajomości, przynajmniej na początku znajomości... a nie że nagle musi mierzyć się z niezaspokojeniem emocjonalnym, którego nikt nie chce rozumieć, bo nikt oprócz niego tego nie przeżył dogłębnie. paskudną sprawą jest jeśli jest taki jak ja. najmłodsza z rodzeństwa i musiałam się mierzyć z różnorodnymi brakami materialnymi, o których nie miałam z kim porozmawiać, ojciec unikał rozmów z nami na temat wychowania, a mama była zapracowana, i każdą poważniejszą rozmowę traktowała jako atak na nią, bo uważała że robi wszystko żeby utrzymać rodzine i że nikt nie powinien mieć do niej pretensji. Ale ja i moje niewiele starsze siostry tego nie mogłyśmy rozumieć. jak zrozumieć, że dziewczynka nie ma biżuterii, kosmetyków, dezorantu na wyjeździe, innych rzeczy higienicznych, których jej zawsze brakowało, maszynki do golenia nóg - nie mówiąc o tym że nikt mnie tego nie uczył i mama mnie nigdy ie wspomniała o potrzebie golenia nóg i mnie to straszliwie kłopotało i żyłam w szkole w strasznym stresie, nie miałam normalnego stroju na wf, miałam stare ubrania po znajomych , albo po jakiś kuzynkach , których wcale nie znałam, zresztą ciotki też nas nie odwiedzały.., jak pozbierać się po takim dzieciństwie?? jak założyć rodzinę?? jak wprowadzać w czyn swoje marzenia? za pierwsze zarobione pieniądze musiałam kupić ubrania , bieliznę bo miałam całą w dziurach i starą i staniki rozszerzone, buty z pękniętą podeszwą, zimowej kurtki nie miałam, nie miałam eleganckich ciuchów (bardzo mi bylo smutno z tego powodu że chodziłam prawie w łachmanach!), nawet nie śmiałam myśleć o studiach, chociaż to by było najlepsze co by mi się mogło przytrafić!!! i też chciałam załatać potrzeby domu, chociaż też mnie irytowało wiecznie że tylko mi na tym zależało, bo rodzeństwo się ani złotówką do tego ie chciało przyłożyć, co mnie bardzo dziwiło. a ja byłam tak nieśmiała. chociaż prawdziwi rodzice powinni robić wszystko żeby dzieciaki normalnie poukładały sobie życie, i garnęły się do życia, ja tak nigdy nie miałam. to bylo bardzo smutne!!!! bardzo. i dałam się wykorzystać przez rodzeństwo, bo tak się przyzwyczaili że kupuję wszystko do domciu... a powinnam była odkładać kasę i uciec od tego wzystkiego koszmaru, a ja się bałam że sobie sama nie poradzę,i nie dodawałam sobie żadnych szans na to by podbić serce jakiegoś chłopaka, bo mi się ciągle zdawało że za mało mogę. że do niczego nie mam prawa. a tak bardzo chciałam mieć dzieci, ale się z tym kryłam przed samą sobą... może nie wszystkim zależy na bogatych żonach tylko zeby kochały. jakby mi ktoś coś doradził to by było fajnie. dziękuję tym którzy chcieli mnie wysłuchać. mi tak zawsze brakowało i brakuje przyjaciół. bo mnie to wszystko potwornie blokowało zawsze. nikt kto tego nie przeżył nie zrozumie, bo jest jeszcze kilka szczegółów które mi nigdy nie dawały spokoju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz do mnie na pv, proszę. Formularz kontaktowy znajdziesz w prawej kolumnie bloga.

      Usuń
    2. Hej anonimowa.Jestem z Tobą.Jestem chłopakiem i oprócz sytuacji ze staniki em:-) to miałem bardzo podobną sytuację do Twojej.Jeśli chcesz popisać to odezwij się na mój email adrianr@onet.pl porozmawiamy o tym.Ja też mam pewną sytuacje razem będziemy się wspierać a teraz proszę Cię tylko o jedno : UŚMIECHNIJ SIĘ !

      Usuń
    3. Hej mam to samo.Jestem teraz bardzo zmęczony że nie mam siły nawet pisać ale proszę o radę jak mam się uporać z dzieciństwem z przeszłością?

      Usuń
  8. Nie kazdy umialby sobie poradzic w Twojej sytuacji! Peknieta pideszwa w bucue, brak kurtki i rozciagniety stanik moglby zastopowac kazda z nas! Jak mozna niec pewnosc siebie w ciuchach od obcych kuzynek? A Ty dalas rade! Jestes wspanialomyslna (pomagajac ridzinie i kupujac rzeczy do domu) i zaradna. Zasluzylas na szczescie w zyciu i jestem pewna ze je znajdziesz. Chcialabym powiedziec Ci ze ja rowniez chodzilam w szmatach do szkoly i wiem jaki to bol! Wyjscie z kompleksow zajelo mi lata! Ale wiesz, w zyciu wazne jest rowniez dobre serce, a tego masz pod dostatkiem. I w jakis sposob bedziesz wynagrodzona za to. Znajdziesz swoje miejsce w zyciu w nowych ubraniach i z nowa pozycja. I usmiechniesz sie do siebie w lustrze. Powodzenia, jestes wiele wata!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciesze sie ze znalazlam sie na tej stronie. Myslalam ze jestem nienormalna z moimi problemami, niesmiAloscia, brakiem pewnoscia siebie,brakiem zrozumienia. Kiedy o tym powiedzialam najblizszej rodzinie bo liczylam na wsparcie, zrozumienie troche milosci to odeslali mnie do psychiatry bo sobie sama nie poradze. Zachwiali moja pewnosc siebie i wmowili chorobe. Prawie im uwierzylam ze jestem chora. Przestalam wychodzic z domu, rpbic to co lubilam. Stracilam poczuciie humoru, radosc zycia. Najgorsze jest to ze zaczelam naprawde bac sie samodzielnie wychodzic na zakupy itp
    Jeden sukces to udalo mi sie wreszcie wyprowadzic z domu rodzinnego ale minusem jest to ze przejelam leki mojej mamy, zachowania cioci co teraz utrudnnia mi normalne funkcjonowanie. Wiem ze sa ludzie ktorzy maja powarzniejsze problemy i sobie radza ale moja niesmialosc i brak pewnosci siebie blokuje mnie i odbiera odwage
    Wiem ze nie chce takiego zycia ze chce byc znowu taka jak dawniej, wesola, samodzielna, otwarta na ludzi. Dobrze ze moglam to napisac, podzielic sie swoim cierpieniem
    Potrzebuje wsparcia i dobrego slowa zeny na nowo uwierzyc w siebie i cieszyc sie zyciem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś sama :) Jestem tu i wspieram cię całym sercem :). Nauka wiary w siebie to cały proces, a ty już zrobiłaś pierwszy krok: wyprowadziłaś się od rodziców, żyjesz na własny rachunek. Teraz pozostaje jedynie ćwiczyć pewność siebie w drobnych sytuacjach życia codziennego. A próbowałaś metody z ustaleniem sobie celu? Jeśli masz jakiś cel przed sobą i odpowiednio mocno się zmotywujesz, żeby go osiągnąć, to po pewnym czasie zniknie brak pewności siebie, a pojawi się stuprocentowa pewność :). Obiecuję, że już niedługo o tym napiszę, a tymczasem pozdrawiam cię serdecznie i trzymam kciuki za twoją przemianę :)

      Usuń
  10. Ten problem nie dotyczy tylko poszczegolnych osob . Jest nas wiecej,dlaczego o tym nie slyszymy od innych ? Poniewaz kazdy skrywa to w sobie,boi sie o tym rozmawiac z innymi . Szukamy rozwiazan u innych,uciekamy w uzywki,ktore pomagaja tylko na chwile . Pamietajmy nigdy nie ma sytuacji bez wyjscia. Im wiecej przecienosci losu,tym lepiej dla nas. Z kazda sytuacja stajemy sie silniejsi. Nie patrzmy na innych,dlaczego oni maja a my nie ? Dlaczego Bog nas tak ukaral ? Jednak zycie to jedna ciagla walka z samym soba,musimy sie z tym pogodzic i stanac do walki . Siedzenie na dupie narzekanie jak nam zle nigdy nie pomoze . Zatrzymamy swoj rozwoj,przestaniemy zyc. Czasami opuszczenie toksycznego srodowiska,to najlepsza droga jaka mozemy isc i Nie jest to ucieczka . Mam tylko 21 lat a tak wiele przezylem,poddawalem sie wielokrotnie . Zawsze mam dobrr rady dla innych,pomagam im tylko jak potrafie . Sprawia mi to przyjemnosc,czerpie z tego moc . Wielokrotnie zostalem wykorzystany przez "przyjaciol",jednak sie nie poddalem. Nigdy nir zajmowalem sie soba. Poznalem kolezanke,przez internet(moze to glupota przez gre internetowa) . Zaczelismy rozmawiac,potrzebowala wsparcia,wiec bylem poprostu soba. Po powaznej operacji dochodzi do siebie,po roku "znajomosci" zaproponowala mi wyjazd do Londynu. W domu problemy z ojcem alkoholikiem nie pozwalaly mi zyc . Postanowilem zaryzykowac . Wyjechalem,jestem tu juz 3 tygodnie . Kazdego dnia boje sie,lecz coraz mniej . Szukam pracy,mialem 2 nieudane triale w restauracjach na kucharza,zalamalem sie . Myslalem,ze moze tak naprawde jestem do niczego. Najproscirj bedzie sie poddac, jak robilem to zawsze ? Opanowalem emocje i postanowilem walczyc do konca . Najwyzej wroce do Polski . Jednak z kazdym dniem zdobywam doswiadczenia,nawet po tych nie udanych trialach,ucze sie caly czas,nastepnym razem bedzie latwiej . "Nie istotne czy jestes lepszy od innych,najwazniejsze bys byl lepszy od samego siebie z wczoraj ". Te slowa motywuja mnie jeszcze bardziej. Nikt nie rodzi sie,zaczyna jako mistrz. Ciezka droga zdobywajmy to czego pragniemy . Jutro mam kolejny trial,boje sie jak nie wiem co . Jednak powoli ucze sie zyc ze strachem . Nie da sie go w pelni zniwelowac,jednak mozemy zamienic go w jeszcze wieksza motywacje do dzialania. Wydaje sie niemozliwe,jednak jezeli nie sprobujesz nie bedziesz wiedzial. Dam z siebie kolejny raz wszystko,jezeli sie nie uda trudno,jednak nigdy wiecej sie juz nie poddam . Mam nadzieje,ze wytrwam i wkoncu zaczne spelniac swoje marzenia . Wiec zapraszam do walki,nikt za nas zyl nie bedzie. Pamietaj im ciezej tym dla nas lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walcz, walcz i się nie bój :). Masz w sobie duuużo siły i mądrości życiowej. Możesz być dla innych wzorem :).

      Usuń
  11. Ho Ho jak na 21 lat to ty jesteś bardzo odważny i dużo mądrości w twoich słowach. Podziwiam. Ja jestem po 40 stce i ciągle szukam swojej ścieżki w życiu. Obserwuję boje się , nie wychylam. Ale dużo obserwuję ludzi i świat i staram się wybaczać innym że mnie denerwują i że się boję życia i ludzi i bliskim że sie o nich ciągle boje że żle robią i że muśze ich pilnować i się martwić i sobie wybaczam że tak głupio się ciągle martwie i denerwuję i boje o wszystko, że marnuję ten czas mi dany na ciągłe strachy. Ale już wiem tyle że w zyciu trzeba łapać te chwile zwykłego codziennego szczęścia ze dzień ładny i nic nie boli i nikt nie narozrabiał. Moze będzie taki czas gdy nabiorę więcej ufności do ludzi w sensie zaufania i bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem warto się jednak wychylić, bo za rogiem może czekać coś dobrego :). Nie ma sensu się bać, lęk nie zmieni świata, ani bliskich, ani ciebie a jedynie sprawi, że będziesz stać w miejscu. Mam nadzieję, że sobie poradzisz z tym strachem i zaczniesz czerpać z życia pełnymi garściami. Pamiętaj tylko, że to nie stanie się samo - to my swoimi decyzjami i podjętym działaniem zmieniamy siebie.

      Usuń
  12. To znowu ja :) Jak sie okazalo trzeba zawsze probowac do skutku . Dostalem prace na kuchni,moje marzenie . Jeszcze jakis czas temu zaczalem uwazac,ze sie nie nadaje . Czarne mysli zalewaly moja glowe jeszcze bardziej,z dnia na dzien bylo gorzej. Po spisaniu moich mysli,przemyslen na tej stronie,nabylem wiecej pewnosci siebie i zaufania w swoje mozliwosci. Jednak to dopiero poczatek sukcesu,dopiero wtedy zaczela sie prawdziwa walka . Przekonalem sie na wlasnej skorze,jak paralizuje strach i sprawia,ze popelniamy glupie bledy . Chcialem pokazac sie z jak najlepszej strony,przy otwieraniu puszek,skaleczylem sie nie obylo sie bez szycia . Jednak nie bylo tak zle,w ten sam dzien pokazalem sie w restauracji. Pokazalem,ze nic mi nie jest i jestem gotowy do pracy . Powiedzialem prawde,to przez strach,brak ostroznosci. Mimo tego,ze wszyscy mowili uwazaj i tak nie sluchalem . Dopiero od tamtego momentu zwracam na to uwage. Szef to zrozumial,wszysxy okazali sie bardzo mili. Pokazali,ze jestesmy,jak on to nazwal rodzina a im trzeba pomagac . Od tego momentu z dnia na dzien strach zaczyna mnie opuszczac. Coraz szybciej ucze sie,zdobywam to wymarzone doswiadczenie . Caly czas pojawiaja sie nowe problemy,musimy sie do tego przyzwyczaic . Moral z tego taki,jezeli wierzymy w cos mocno,bedziemy do tego dazyc to nic nas nie powstrzyma w realizacji marzen . Wszystkie odpowiedzi przychodza z czasem . Kazdy jest wazny,ma jakas okreslona role na tym swiecie . Jezeli odnajdziemy swoj cel w zyciu i zrobimy 1 krok,to pozniej wszystko samo sie uklada . Wystarczy wsluchac sie w siebie,tam sa wszystkie odpowiedzi. Nie musimy szukac u innych,wszystko jest w nas . :)

    OdpowiedzUsuń
  13. mam 48 lat od już dłuższego czasu nie pracuję zawodowo,zajmuję się domem,dziećmi,mężem,zwierzakami,ogrodem itd....wszystko jest na mojej głowie tak nauczyłam moich domowników albo oni mnie że wszystko co jest związane z domem nikogo nie interesuje bo każdy ma swoje zajęcia a ja siedzę w domu więc o co mi chodzi....moje dzieci są na tyle duże że spokojnie mogłabym iść do pracy ,,,i tu zaczyna się problem -mam tak małe poczucie swojej wartości ze sama twierdzę że do niczego się nie nadaje niczego nie umiem i w ogóle jestem do niczego boję się że wszystko jest dla mnie kosmosem chciałabym zmienić swoje nastawienie ale jak?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za każdy pozostawiony komentarz. Wasze komentarze dodają mi wiary, że to, co piszę jest interesujące i pomocne.