środa, 21 maja 2014

Louise Hay, "Możesz uzdrowić swoje życie"

Czytałam tę książkę przez kilka miesięcy. Nie z braku czasu, lecz po prostu styl mnie bardzo nudził. Ale znając dobre opinie o niej, starałam się zmusić, by ją skończyć. Poza tym ile można przedłużać termin oddania w bibliotece? Zazwyczaj jeśli zaczynam coś czytać, to to kończę, ponieważ wychodzę z założenia, że w każdej pozycji znajdzie się 10 rzeczy, które warto wiedzieć, przydają się w życiu lub po prostu są wartościowe i ciekawe. Nawet jeśli książka jako całokształt jest do niczego. Tak niestety było z "Możesz uzdrowić...". 

Matko i córko, jak ja nie lubię stylu amerykańskich opowiastek, w których gnębiona przez wszystkich kobieta "przypadkiem" trafia na spotkanie grupy terapeutycznej/wyznaniowej/nabożeństwo w lokalnym kościele i w "cudowny sposób" doznaje oświecenia, odrodzenia duszy, a jej życie zmienia się o 180 stopni. Ot tak, bez wysiłku. Wrrrr... Czytając to czułam, że jestem manipulowana

Dla poparcia swoich tez Louise Hay zamieszcza na końcu książki rozdział opisujący jej życie, które przez mniej więcej pierwsze czterdzieści lat było przepełnione traumami i krzywdami, których doznawała od najbliższych. A do tego dodaje jeszcze historyjkę, jakoby samodzielnie, za pomocą pracy nad sobą wyleczyła się z nowotworu. I, co więcej, usiłuje całkowicie nienaukowo udowodnić, że - uwaga - każdą chorobę można wyleczyć wybaczając i pozbywając się złudnych przekonań i potrzeb. Sama choruję od kilku lat na pewną chorobę przewlekłą, która ma jak najbardziej organiczne podłoże. A Louise twierdzi, że wzięła się ona m.in. z brania na siebie winy za wszystko. Hm... po czasie krótkiego namysłu doszłam do wniosku, że to jednak nie to :). Sprytna autorka objaśnia, że jeśli podana przez nią przyczyna danego schorzenia nie jest zgodna z rzeczywistą, to powinniśmy szukać innej. Oczywiście według niej tylko w psychice, a nie w czynnikach zewnętrznych. To wielkie uproszczenie z jej strony, że poważne choroby (ale także wirusowe, jak grypa oraz bakteryjne) biorą się wyłącznie z pewnych dysfunkcji naszej psychiki. Do tematu ciężkich chorób u dzieci Louise Hay się nie ustosunkowuje.

Nie twierdzę, że cała filozofia autorki jest do niczego. Sama pomogłam sobie bardzo stosowaniem wizualizacji i afirmacjami, ale jednak z psychicznym podłożem wszelkich chorób to przegięcie. Wiecie, dlaczego chorujecie na grypę? Według tej pani nie zarażamy się grypą, ani nie atakują nas wirusy, tylko nasza własna głowa! Blokady, wpływy z zewnątrz i błędne grupowe przekonania. I wystarczy jedynie trochę poafirmować i w magiczny sposób choroba ustąpi. No cóż. Nie sprawdzałam i mam nadzieję, że się nie zarażę żadną grypą i nie sprawdzę tej "metody".

Wiem, że regularne medytacje wzmacniają układ odpornościowy, a człowiek stabilny emocjonalnie ma lepszą odporność, ale to nie powód, by entuzjastycznie szukać przyczyn chorób wyłącznie w psychice. Wzmocnienie odporności i zdrowe życie to jedno, a farmakologiczne leczenie np. nowotworów i cukrzycy to drugie. Osoba podatna na wpływy, gorączkowo szukająca naturalnych metod leczenia i przekonana o spisku firm farmaceutycznych i lekarzy może po przeczytaniu tej książki zrobić sobie sama krzywdę, jeśli zachoruje na jedną z podanych na liście ciężką chorobę. Liczę jednak na zdrowy rozsądek czytających "Możesz uzdrowić...".

Tak jak pisałam powyżej - w każdej książce staram się znaleźć coś pozytywnego, co wzbogaci moje życie. W recenzowanej pozycji także. Nie chcę pisać tylko o negatywnych rzeczach, choć książka ta pozostawiła we mnie głównie niesmak. Do jej plusów mogę jednak zaliczyć:

1. Pokazuje w jaki sposób negatywne przekonania blokują nasz rozwój. Podaje praktyczne i łatwe sposoby, jak się owych przekonań pozbyć.

2. Pomaga uwierzyć w siebie, w możliwość kształtowania swojego życia.

3. Mówi o tym, jak brak wybaczenia niszczy nas od środka i że warto wybaczać dla siebie, dla swojej równowagi psychicznej.

4. Uczy pracy z afirmacjami, pokazuje jak one działają i jakie są ich skutki.

5. Jej filozofię można streścić do: nie przejmuj się krzywdami, jakie cię spotkały, nie pielęgnuj złości w sobie, olej to, odpuść, wybacz i idź dalej swoją drogą, tworząc tylko dobre i pozytywne rzeczy w swoim życiu. I to mi się podoba, choć dopatrywanie się przyczyn psychicznych we wszystkich chorobach już zdecydowanie nie. 

Naprawdę trudno mi w tej pozycji znaleźć tę złotą dziesiątkę pozytywów. Przykro mi, muszę poprzestać na pięciu punktach. 

Komu książkę polecam? 
Wszystkim, którzy wierzą w potęgę afirmacji, chcącym się rozwijać, szukającym nowych metod pracy nad sobą, potrzebującym więcej wiary w siebie. Ale pamiętajcie, by czytając nie zachłysnąć się entuzjazmem i nie stracić dystansu i zdrowego rozsądku ;).

11 komentarzy:

  1. Co prawda nie czytałem tej książki, ale słyszałem o niej od kolegi tyle że czuje się jak bym ją czytał ;) Uśmiałem się troszkę czytając twoją recenzje :D Nie z recenzji a z siebie bo mam niemal identyczny stosunek do tego :) Wiesz powiem Ci tak, zgodzę się z faktem że większość nawet 90% chorób nabytych w ciągu życia ma swoje źródło w stresie (poczucie winy i krzywdy to paraliżujący stres, wiem coś o tym... I nie są to filozofie a czysta nauka. W stresie organizm przygotowuje się do ataku lub ucieczki, krew dopływa do mięśni, jest to normalna reakcja. Kiedy dopływa do mięśni, odpływa z organów wew. co powoduje ich osłabienie, jelito grube to niemal nasz cały układ odpornościowy) Zgodzę się z faktem że dla zakładu farmaceutycznego ważniejszy jest księgowy niż człowiek. Przecież to oczywiste że nie sprzeda się lekarstwa cud, bo straci się klienta... ;)
    Afirmacje tej pani, działają cuda, jeżeli się uwierzy w to co się mówi podczas afirmacji można zmienić swoje życie i to bardzo (z doświadczenia "mojej" żony) oczywiście potrzeba na to czasu...
    Natomiast sceptycznie podchodzę do samego źródła tych chorób. Urodziłem się wrodzoną wadą serca, po 9-wiątym roku życia, po zabiegu w Warszawie jeździłem na kontrole i robię to do dzisiaj. Biorąc pod uwagę jak wyglądały moje uczucia, emocje i cała reszta mojego wewnętrznego świata, powinienem nie żyć a wyniki były w moim wypadku zawsze bardzo dobre! Z resztą tak jak dzisiaj... Nie było różnicy czy piłem, paliłem i Bóg wie co, nie ma różnicy dzisiaj, kiedy jestem zupełnie innym człowiekiem. Oczywiście fizycznie, psychicznie i duchowo czuje się o niebo lepiej, jednak jakoś kręcę nosem na doszukiwanie się bezpośrednich przyczyn w konkretnych zachowaniach. To trochę jak kolejna religia... Sam lubię medycynę alternatywną. Jest dla mnie wiarygodna, bo przecież nie można opatentować pokrzywy... Oczywiście i tu należy uważać, bo w życiu jak w życiu są ludzie i taborety ;) Pozdrawiam, Aquarius.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz myśli, słowa które wypowiadamy i wszystko co jest "w środku nas" to podstawa każdego sukcesu i porażki. Możemy na to wpływać, możemy to zmieniać, lecz nikt inny nie weźmie za nas odpowiedzialności :) Podejmuję decyzję, że będę o coś walczył i własnie to robię! :)

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem tę książkę. Wiele mądrych i ciekawych rzeczy jest w tej książce - jak to, że większość chorób bierze się z naszego myślenia, z naszych emocji.
    Zgadzam się z tym, ale tylko w części. Bo wiele chorób (np. rak) jest konsekwencją zanieczyszczenia środowiska i modyfikowanego w różny sposób jedzenia.
    Na pewno myślenie ma ogromny wpływ na nasz stan zdrowia, ale potężny wpływ ma też to, co jemy, i to jak często się ruszamy.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż każdy ma prawo do swoich opinii, poznałam teorie Louise, zaczęłam nad sobą pracować... I tak od kilku miesięcy niepotrzebne mi są leki na astmę i alergię a moja neurologiczną choroba nie daje znaków istnienia, i nie chodzi tu o jakąś magię tylko mało kto zdaje sobie sprawę z możliwości swojego mózgu. A by tak jej nie wyśmiewać warto zapoznać się z nową biologią Brucea Liptona- amerykański biolog rozwojowy,który wiele mówi o efekcie placebo, który jest tak negowany.

    OdpowiedzUsuń
  5. To, że Louise nie mówi o somatycznych przyczynach chorób nie znaczy, że je odrzuca.
    Polecam książki Dethlefsena i Dahlke: "Choroba Twoim przyjacielem" i "Przez chorobę do samopoznania". W skrócie: autorzy nie negują wirusów i bakterii jako przyczyny choroby, ale mówią, że to świadomość korzysta z bakterii i wirusów, aby wywołać skutki fizyczne w ciele. Cały czas nosimy w sobie pakiet dostępnych bakterii, ale zaczynamy chorować dopiero wtedy, gdy tego potrzebujemy.

    Louise Hay daje gotowe rozwiązania (symptom i co on oznacza), a Dethlefsen i Dahlke pokazują jak rozumieć chorobę (symptom i zasady psychosomatycznej interpretacji choroby).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam za takimi teoriami. Jestem gorącą zwolenniczką nauki, a to, o czym piszesz nie ma żadnych naukowych podstaw. Chorujemy wtedy, kiedy nasz układ odpornościowy zaczyna szwankować. Oczywiście psychika ma tu spore znaczenie, ale jestem daleka od używania słowa "świadomość". To brzmi tak, jakby oprócz nas w ciele był jeszcze jakiś dodatkowy osobowy byt, który chce coś "przekazać" psychice. A to kompletna bzdura. Zresztą jak w takim razie wytłumaczysz ciężkie choroby, na które zapadają maleńkie dzieci, albo z którymi się rodzą? Co im chce "świadomość" przekazać?

      Usuń
    2. Nie miałem zamiaru do niczego Cię przekonywać. Po prostu przytoczyłem temat książki napisanej przez lekarza i psychologa, praktyków w temacie psychosomatyki, holistycznie patrzących na człowieka.

      Moje wytłumaczenie przyczyny chorych od urodzenia, z naukowego punktu widzenia, to prawdopodobnie kompletna bzdura ;)
      Dla mnie człowiek, to nie tylko ciało, które posiada świadomość, ale Świadomość, która posiada ciało.

      Kim jesteś?
      Co sprawiło, że Twoje serce zaczęło bić?
      Co się z Tobą działo zanim się urodziłaś?

      Jest taki amerykański psychiatra, hipnoterapeuta, Brian Weiss. W swoich książkach opisuje regresje hipnotyczne, w których pacjenci m.im. uzdrawiają się dzięki dotarciu do przyczyny choroby w poprzednich wcieleniach. Nieśmiało więc zakładam, że dzieci rodzą się chore, bo "psychiczna" przyczyna ich choroby kryje się przed ich urodzeniem.

      Być może nie ma to podstaw "naukowych", ale jeżeli stosuje to lekarz, psycholog, psychiatra i sprawdza się w to czyimś życiu, to po co to negować? Może właśnie teraz tworzą się naukowe podstawy tego nienaukowego spojrzenia?

      Usuń
    3. Co się działo przed urodzeniem? Jak to co? Nic. Nie ma czegoś takiego, jak poprzednie wcielenia, jest za to pamięć genetyczna. Jaki ma wpływ na nas, tego nie wiem, ale bardziej wierzę neurobiologii i genetyce, niż psychiatrze który miesza religię z nauką. Dziwię się, że ktoś, kto posługuje się dyplomem studiów medycznych był w stanie uwierzyć swojej pacjentce i w ten sposób przekonać się o istnieniu reinkarnacji. Wolę poczytać o reakcjach chemicznych zachodzących w mózgu, bo to samo w sobie jest fascynujące, niż o "winie" dzieci, które przychodzą na świat ciężko chore - "winie" nabytej przed urodzeniem. Cóż za okropna filozofia.

      Usuń
    4. ...a sens życia to prokreacja i rozwój cywilizacji ;)
      Ale dlaczego "winie"? To prosta zależność: jest skutek - musiała być przyczyna.

      To, że w coś nie wierzę, albo nie doświadczam nie znaczy, że tego nie ma. I niezależnie od tego, w co wierzymy, wiara nie jest po to, aby coś gloryfikować, czy negować. Wiara jest po to, aby dochodzić do doświadczenia. A kiedy czegoś doświadczasz - nie musisz w to wierzysz, bo Wiesz jak jest.
      Dlatego lepiej doświadczać niż wierzyć w... co chcesz :)
      I dlatego sukcesy pacjentek lekarza regresera są równie cenne, co sukcesy pacjentek lekarza o "naukowych podstawach".

      Usuń
  6. Jesli dobrze przeczyta sie ksiazke ,to zauwazymy,ze o tym co sie jje tez tam jest napisane...Do mnie osobiscie slowa Louise Hay docieraja i nie szukam powodow dlaczego,,nie krytykuje ...nie oceniam..kazdy ma swoja droge i kazdy ma do tego prawo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam swoje zdanie na temat tej książki. Zrecenzowałam ją, pokazując, co mi się w niej nie podoba, a co mi się podoba. Nie oceniam, ale do krytyki mam prawo. Dlaczego uważasz, że jest inaczej, że nie powinnam się ustosunkować do treści książki?

      Usuń

Dziękuję serdecznie za każdy pozostawiony komentarz. Wasze komentarze dodają mi wiary, że to, co piszę jest interesujące i pomocne.