sobota, 4 kwietnia 2015

Toksyczny związek - jak się uwolnić?


Jeszcze jeden post o związkach. Wyniszczających, pozbawiających poczucia godności, poniżających. Związkach toksycznych, związkach z psychotykami. Niestety dość często się przydarzają. Dajemy się zwieść nierzadko anielskiemu wyglądowi, czarującemu uśmiechowi, ukradkowym, muskającym nasze szyje i usta spojrzeniom. Kilka miesięcy, może kilka lat jest pięknie. Sielsko-anielsko i rajsko. Wszystko wspólne - plany, pasje, zainteresowania. Relacja zakładająca z góry, że partnerka zawsze będzie taka, jak na początku. Czasem nawet - że nie zmieni się fizycznie, nie przytyje lub nie schudnie, nie zafarbuje albo nie obetnie włosów, że na zawsze pozostanie tak dziewczęca i piękna jak na początku. 

Zmiana i koniec bajki
Zdrowy emocjonalnie człowiek ma w sobie naturalną potrzebę zmiany samego siebie. Podróżujemy przez życie, zawiązujemy nowe przyjaźnie, poznajemy nowe rzeczy, miejsca, wartości. Zmieniamy perspektywę, układ, spojrzenie na pewne sprawy, kwestie. Odkrywamy w sobie inne emocje, zainteresowania, nowe talenty. Ale osoba przy naszym boku oczekuje, że nie ruszymy się z miejsca, że ciągle pozostaniemy sobą dawną, sprzed lat. Taki partner jest trochę jak Pigmalion - tworzy w swojej głowie wizerunek kobiety na swoje własne podobieństwo, ale po czasie okazuje się, że zaczyna ona żyć własnym życiem. I wtedy bańka pęka. Sielanka zmienia się w duszące, wciągające brudne bajoro. Pewnego dnia budzisz się obok człowieka, którego nie znałaś, obok dzikiej bestii w miejscu słodkiego księcia ze snów.

Piekło, pogorszenie
Zaczynają się jego fochy, ciągłe pretensje o wszystko - pozornie zupełnie bez powodu. Katalizatorem jest jednak chory, toksyczny umysł partnera, przemożna chęć kontrolowania cię, dominacji, niskie poczucie własnej wartości i wynikająca z niego potrzeba poniżania ciebie.

Z początku się dopasowujesz. Rezygnujesz z nowej pracy, dodatkowych zajęć, kursu, doktoratu. Z wyjazdu do rodziców, kupna nowej bluzki, kawy z przyjaciółką. Dla dobra związku, ale tak naprawdę wyłącznie dla dobra partnera, by on był zadowolony. A on chce więcej. Wysysa z ciebie energię życiową i siły twórcze. Nie pozwala ci, byś pokochała siebie taką, jaką jesteś - wbija ci małe szpilki, zna cię tak dobrze, że wie, gdzie uderzyć, by bardzo bolało. Kopie twoje poczucie własnej wartości, dokłada kolejnych kompleksów. A ty poświęcasz dla niego coraz więcej, bo dałaś sobie wmówić, że ten związek to najlepsze, co mogło ci się przytrafić. Potem dochodzą kłótnie, nierzadko i agresja, werbalna i fizyczna. Obelgi, trzaskanie drzwiami, rękoczyny. I tłumaczenie, że to twoja wina ("to ty wyprowadziłaś mnie z równowagi, zobacz, co narobiłaś"), więc czujesz się winna. Zarzuca ci, że nie chcesz interesować się tym, co on, że nie chcesz robić tego co on, że "jego" nie jest także "twoje". Odbiera ci miejsce na twoją indywidualność. Sprawia, że przestajesz szanować samą siebie. Może nawet doprowadzić cię do depresji (nie chandry, ale do prawdziwej choroby, którą trzeba leczyć).

Koniec wszystkiego. Nowy początek
Przychodzi taki moment, w którym nie potrafisz odpowiedzieć sobie, kim jesteś, co lubisz robić, a czego nie, jakiej muzyki słuchasz, jaki jest twój ulubiony kolor i największe marzenie. I to jest bardzo dobry czas, by przerwać krąg, w jakim się znalazłaś, wyjść poza niego. Wtedy, gdy czujesz, że nie masz nic - masz AŻ siebie, swoją najlepszą przyjaciółkę, którą po prostu musisz ratować - zanim on zupełnie cię pogrąży, zanim w twojej głowie zaczną powstawać samobójcze myśli, zanim staniesz na krawędzi i popatrzysz w dół.
Nie skacz. Po prostu spakuj walizkę. Zabierz najważniejsze rzeczy i odejdź. Uciekaj przed nim, przed jego wampirzymi kłami, które z lubością wysysają z ciebie radość życia. Ratuj siebie!

Pamiętaj, że on nigdy się nie zmieni, nigdy! Ty też go nie zmienisz, nie wymodlisz tego, nie wypłaczesz. Zmiany trzeba chcieć, trzeba umieć dostrzec swoje wady, a on przecież jest we własnym mniemaniu idealny. Za niedługo znajdzie nową ofiarę. Schemat się powtórzy. Za rok, dwa, pięć ona odkryje jego prawdziwą twarz. Ty będziesz wtedy już daleko. Będziesz szczęśliwa ze sobą. Będziesz wiedziała, kim jesteś, jakie są twoje pasje, marzenia i cele. Staniesz się kimś innym, już nie przerażona jak sarenka na środku autostrady, ale silna, piękna i pewna siebie. Jak prawdziwa kobieta. Jak ty.

A jeśli on nie pozwala odejść?
Przygotuj się na taki scenariusz. Nabierz siły przed ostatecznym starciem. Bo może być i tak: były nie pogodzi się ze stratą swojej zabaweczki. Nawet jeśli będzie już z kolejną ofiarą - jeśli miał/ma kochankę, to nie znaczy nic, ona jest nie ważna. Przecięłaś więzy, zerwałaś smycz, więc według jego chorej "logiki" musi się zemścić. Na początku będzie zawodził, płakał, obiecywał, że się zmieni, zapewniał o miłości. Nie daj się na to nabrać. Nie zmieni się, bo nie chce. Nie kocha, bo nie potrafi. I nigdy się nie nauczy. Potem może zacząć cię nachodzić - w domu i w pracy. Może wydzwaniać, wysyłać maile i sms-y, z początku z prośbami, byś wróciła, z czasem z pogróżkami. Zaczną się szantaże z jego strony, szkalowanie ciebie przed znajomymi, rodziną. Opowiadanie bzdur o tobie.

Jeśli mieszkacie razem i zdecydujesz się na wyprowadzkę, pamiętaj, by zabrać wszystkie cenne i ważne rzeczy, pamiątki rodzinne, zdjęcia, biżuterię, dokumenty. On może wejść w posiadanie którejś z nich i potem będzie się z tobą "bawić" w kotka i myszkę, będzie się umawiał, żeby je oddać, ale nie da ci ich nigdy w całości. Zawsze coś zostawi "na następny raz", żeby mieć pretekst, by cię zobaczyć, dręczyć i zastraszać.
Jego groźby mogą być całkiem realne, albo i wręcz przeciwnie - kuriozalne. Nie daj się. Nic nie zrobi tobie, ani nikomu, kto jest dla ciebie ważny. To tylko pogróżki mające na celu zburzenie twojego poczucia bezpieczeństwa. Wszystkie rozmowy nagrywaj, sms-ów nie kasuj, maili nie usuwaj. Pamiętaj, że groźby są karalne, nikt bezkarnie nie może powiedzieć drugiej osobie, że zrobi jej krzywdę.

Gdzie szukać pomocy?
Jeżeli czujesz się zagrożona, jesteś śledzona, były wysyła do ciebie obraźliwe sms-y, oczernia cię publicznie, znieważa, grozi, że zrobi ci krzywdę, nachodzi, jeśli obawiasz się o swoje bezpieczeństwo, to pamiętaj, że psychopata nie jest bezkarny. Nie słuchaj złych doradców twierdzących, że policja cię zignoruje, że zbagatelizuje twoje obawy, poczucie zagrożenia i dowody, które posiadasz. Stalking jest karalny, grozi za niego kara więzienia do trzech, a za groźby karalne do dwóch lat . Policja ma obowiązek przyjąć twoje zgłoszenie i się nim zająć.
Dlatego nie niszcz maili i nie kasuj sms-ów. Każdą rozmowę z byłym nagrywaj. Przechowuj te kopie tych danych w bezpiecznym miejscu. Rób tak na wszelki wypadek - to mogą być dowody w sprawie o nękanie.

Pamiętaj, że w każdym województwie działają Specjalistyczne Ośrodki Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Ich wykaz znajdziesz tutaj >>
Numer do Poradni Telefonicznej Niebieskiej Linii: 22 668 70 00. Poradnia jest czynna od poniedziałku do piątku od 12 do 18 oraz w weekendy od 10 do 16. Przy telefonach dyżurują psychologowie i prawnicy - są tam, by pomagać.
- znajdziesz tam historie bliźniaczo podobne do twojej, a także ogromne wsparcie mądrych kobiet, które przeżyły to samo, co ty.

I co dalej?
Umów się na wizytę u psychologa, odbuduj się wewnętrznie, wzmocnij swoją złamaną duszę. Dlaczego psycholog? Bo terapia pozwoli ci zamknąć za sobą drzwi - a musisz to zrobić, żeby otworzyć nowe. Zacznij czytać książki motywacyjne. Zapytaj samą siebie, co zawsze chciałaś robić i to zrób. Ale powoli, żeby się nie wypalić. Daj sobie czas na dojście do psychicznego ładu. Zapisz się też na kurs samoobrony - nabędziesz cennych umiejętności, dzięki czemu poczujesz się pewniejsza siebie i przede wszystkim bezpieczna.

Jeśli będzie dalej walczył - zniknij. Dosłownie. Zmień pracę, środowisko, miasto zamieszkania. Wyjedź i nie zostawiaj adresu nawet najbliższym. Psychotyk to doskonały manipulator - może na przykład wmówić twojej mamie, że to ty masz ze sobą problemy, a on chce ci pomóc. Ostrożności nigdy za wiele.

Często po takim rozstaniu musisz budować wszystko od zera. Szukać pracy, mieszkać w wynajętym pokoju, od nowa oszczędzać. Ale jest wartość dodana, o której musisz pamiętać: ty sama. Uratowana. Teraz tylko spokój i czas, a potem ostrożne wejście w nową relację.

Za jakiś czas...
Będziesz znowu szczęśliwa i spokojna. Świadoma siebie, realizująca marzenia. Kochana i szanowana. W dobrym, zdrowym, partnerskim związku - wspaniała TY ze wspaniałym facetem. Uśmiechnięta. Pasjonatka życia i dobrych chwil. Obiecuję, że tak będzie :). Wierzę w ciebie. 

11 komentarzy:

  1. Bardzo fajny wpis. Dzięki za podniesienie na duchu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie- fantastyczny wpis. Świetnie, że podano ośrodki w których można szukać pomocy. Czasami ludzie pomimo świadomości, że żyją w toksycznych relacjach, nie robią z tym nic- ponieważ nie wiedzą gdzie mogą szukać pomocy.

      Usuń
  2. Dobry wpis ;) Powinnaś dodać, że to poradnik nie tylko dla kobiet.
    Nigdzie nie mogłem znaleźć do Ciebie kontaktu więc napiszę tutaj:
    Koniecznie dodaj do zakładek wyżej "Strona Główna" bo kiedy tu wchodziłem myślałem, że to blog który jest tylko zbiorem cytatów. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę z perspektywy kobiety, głównie dla kobiet - przynajmniej te posty, które dotyczą związków. Relacja, w której to on jest toksyczny na pewno wygląda inaczej niż ta, w której stroną agresywną, dominującą jest kobieta, jednak skala tego rodzaju problemu nie jest aż tak znowu duża - sądząc z ilości wpisów na forach i artykułów w sieci. Przemoc w związkach, obojętnie jakiego rodzaju - czy emocjonalne, czy też fizyczna - dotyka głównie kobiet i dlatego to one są adresatkami tekstu.
      Zakładka dodane, dziękuję za podpowiedź, pozdrawiam :).

      Usuń
  3. Znam, uciekłam w miarę szybko, ale cierń na psychice pozostaje. Bardzo dużo daje przelanie doświadczeń na papier albo monitor. Właśnie to robię. Odzyskuję siebie, a może nawet dopiero znajduję, bo tak naprawdę siebie nie znałam, teraz jest naprawdę pozytywnie. Pozdrówki od ogarniającej się makówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja dziękuję :) Pojechałam za facetem do innego kraju, okazał się psychopatą. Eskaluje każdą błahą sytuację, krzyczy i rzuca się, jak nikt nie widzi. Przed znajomymi i rodziną natomiast uśmiechnięty, pogodny, życzliwy i troskliwy człowiek. Wyprowadziłam się, ale zaczął jęczeć i przepraszać i prosić, abyśmy jeszcze raz spróbowali. Nic się nie zmieniło. Jedyne, co mi przychodzi do głowy - psycholog. Niby dostrzega, że zachowuje się skandalicznie i przesadza, przeprasza i próbuje nad sobą pracować. Ale ewidentnie nie kontroluje ataków gniewu i agresji. Czy takiemu człowiekowi w ogóle można pomóc? Czy to można wyleczyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiadając na Twoje pytania - zapewne można. Ale on sam musi dostrzec problem i sam musi chcieć się leczyć - dla siebie.

      Usuń
  5. Witam, czy jest tu może ktoś kto by miał ochotę na kontakt...mam duży problem w swoim zwiazku :( potrzebuje kogoś kto bylby w stanie mnie wysłuchać/przeczytać i pomógł wytrwać w postanowieniu o rozstaniu :( sama sobie nie daję rady...czuję, że to już koniec dla mnie...boję się i nie umiem uwlonic od myśli o nim :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Tygrysku :). Spróbuj myśleć częściej o tym, jakie korzyści odniesiesz rozstając się. To może być wolność, większa wiara w siebie, możliwość realizowania swoich marzeń i wiele innych rzeczy. Zrób sobie listę i wypisz w niej wszystkie te rzeczy.
      Niestety wiele wskazuje na to, że jesteś uzależniona emocjonalnie od partnera. Gorąco polecam ci książkę "Kobiety, które kochają za bardzo" Robin Norwood. Znajdziesz w niej dużo praktycznych rad, jak wyjść z uzależnienia i jak raz na zawsze uwolnić się od toksycznego partnera.
      Pozdrawiam cię i trzymam za ciebie kciuki :). Decyzja o rozstaniu jest trudna, a ty masz w sobie wiele siły i odwagi, by się jej trzymać. Jestem tego pewna :).

      Usuń
  6. Witam ja także rozstalam się nawet nie wiem jak to nazwać porostu zgnoil mnie ponizyl uderzył i nawet w towarzystwie potrafił przydusić i rękę wykręcić po to bym go przytulić. Później zapytał czy to koniec jak powiedziałam że tak to kazał mi iść do domu.
    Po tym bardzo źle się czuję chce się uwolnić od niego ale nie potrafię mam bardzo źle myśli aż wstydzę się o nich pisać. Potrzebuję pomocy sama nie dam rady tego skończyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój partner to klasyczny przemocowiec. Uciekaj od niego, zanim zrobi ci poważną krzywdę.
      Możesz napisać do mnie na priv, formularz kontaktowy znajdziesz po prawej stronie strony, lub pisz tutaj - jesteś całkowicie anonimowa.
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń

Dziękuję serdecznie za każdy pozostawiony komentarz. Wasze komentarze dodają mi wiary, że to, co piszę jest interesujące i pomocne.