poniedziałek, 19 października 2015

Jak poradzić sobie z traumą?


Poniżej przestawiam prostą technikę, która pomoże ci w przepracowaniu traumy, pozbyciu się napięcia i powracających myśli o tym, co cię spotkało. Jeśli źródłem stresu są dla ciebie dawne krzywdy, przykre przeżycia, to wizualizacja może ci bardzo pomóc.

Opowiem ci o mojej szafie, która w niwelowaniu skutków złych przeżyć jest wręcz niezawodna. Kiedy wracają do mnie przykre wspomnienia albo przypominają mi się krzywdy, których zaznałam zamykam się w pokoju i udaję w podróż do wewnętrznego domu - mojego azylu, w którym jestem sobą i w którym mogę w każdej chwili się schronić. Każdy dom jest inny - odbija wnętrze jego właściciela, wszystko to, kim jesteśmy, co kochamy, co robimy w życiu. Mój wygląda jak schronisko górskie z szerokimi ławami i stołami wręcz zapraszającymi do odpoczynku. Mam tam pokój do medytacji, kreatywny salon i jeszcze jedno pomieszczenie zamykane na siedem zamków. W środku nie ma nic poza stojącą na środku szafą. W niej znajdują się poukładane na półkach wszystkie zdarzenia, słowa i emocje, które stały się moim udziałem. Są zabawne i są smutne, są rzeczy, które chciałabym zapomnieć i takie, które z przyjemnością pamiętam - a pomiędzy nimi mnóstwo mieszanych uczuć, wspomnień jak przez mgłę, słów ciepłych oraz ostrych jak brzytwa. I kiedy spotka mnie coś naprawdę złego wchodzę do tego pokoju. Wyobrażam sobie kolejno, jak wita mnie ogień w kominku, jak przechodzę przez wszystkie pokoje, otwieram kolejne zamki, siadam przed szafą, a jej drzwi uchylają się. Staram się wizualizować traumę jako ubranie, wymiętą koszulę lub cokolwiek innego. Składam tę rzecz dokładnie, naprawdę porządnie i z pewną dozą szacunku, bo w końcu była częścią mojego życia. Znajduję jej miejsce na półce - lub w jednej z szuflad - wypowiadając w myślach intencję zostawienia jej tam na zawsze i nie wracania do niej. A potem zamykam szafę i wszystkie zamki w drzwiach. Nie wartościuję, nie oceniam, nie roztrząsam. Dlaczego? Bo to jest część mojego życia, a ono jest dobre. I nie ważne, że to, co się stało boli, nie ważne, że rani. To jest po prostu część życia, nic więcej, nie trzeba tego określać jako "jakieś". Możesz tłumaczyć sobie to zgodnie z tym, w co wierzysz - że to Bóg zesłał, albo że to był przypadek, albo że tak miało być, albo że wszystko jest po coś. Ale nie oceniaj, nie krzycz przed szafą, nie wylewaj łez. Po prostu zamknij to w niej na zawsze. I nigdy nie wracaj do tego. Rozpamiętywanie nie ma sensu.

Jasne, czasem po latach jakieś jedno słowo, gest, przypadkowe spotkanie powodują, że myśli o ciężkim przeżyciu wracają, ale zawsze wtedy przypominam sobie, że to zdarzenie leży schowane głęboko we mnie, za zaryglowanymi drzwiami i że myślenie o tym nic mi nie daje, prócz bólu. To nie rozwija, nie sprawia, że idziemy do przodu, a rozwój jest przecież sensem naszego życia :).

1 komentarz:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej technice. Spróbowałam jednak zrobić to, co napisałaś. I to naprawdę działa :). Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za każdy pozostawiony komentarz. Wasze komentarze dodają mi wiary, że to, co piszę jest interesujące i pomocne.