poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dlaczego ludzie narzekają?


W jednym z poprzednich artykułów wyjaśniłam, jak radzić sobie z osobą wiecznie nieszczęśliwą, narzekającą na wszystko i ciągle martwiącą się o coś. Jeśli jednak zrozumiemy, dlaczego owi ludzie są jacy są, co narzekanie im daje, to łatwiej będzie nam odnaleźć się w relacji z malkontentem. Skąd zatem bierze się narzekanie? Oto trzy najważniejsze powody:

Aprobata społeczna
Zauważyliście, jak wiele osób wokół nas narzeka? Kiedy spotykamy dawno niewidzianą koleżankę po pytaniu "co słychać" otrzymujemy potok żali. Często słyszymy tylko to, co się w życiu tej osoby wydarzyło złego lub jedynie w jej mniemaniu negatywnego. Co zazwyczaj robimy wtedy my? Nie możemy przecież być gorsi, więc zaczynamy narzekać na nasze jakże "ciężkie" życie.

Osoby, które nie narzekają są w naszym społeczeństwie postrzegane jako co najmniej dziwne. Przecież w Polsce wszystko jest szarobure, ponura zima trwa tak długo, lato jest zbyt gorące, frakcja rządząca nie istotne jaka zupełnie się na polityce nie zna, kraj jest bez przerwy okradany, a "innym" zależy tylko, by nas zniszczyć i okraść etc. ;). A jeśli ktoś nie narzeka, to znaczy, że jest dziwny i głupi. Nie pasuje do reszty - i daje mu się to odczuć.

Spróbujcie kiedyś na pytanie "jak leci?" odpowiedzieć "dobrze" i zacząć wymieniać wszystkie pozytywne aspekty życia, nie dając sobie przerwać. A potem zobaczcie reakcję rozmówcy - "aha" i wzruszenie ramion będzie najczęstszą reakcją.

Pamiętam moment, kiedy straciłam pracę - powiedziałam wtedy koleżance, że tak naprawdę to się cieszę, bo dostałam impuls, żeby wreszcie wziąć swoje życie zawodowe we własne ręce i być może stworzyć coś własnego, żeby wreszcie zrealizować marzenie o braku toksycznego szefa nas sobą. Popatrzyła na mnie ze zdziwieniem i powiedziała, że chyba coś jest ze mną nie tak, przecież nie mam pracy i pieniędzy, powinnam siedzieć i płakać a ja się cieszę! Nie mieściło się jej w głowie, że w czymś, co inni uznają za katastrofę ja zobaczyłam szansę.

Bezpieczeństwo
Narzekanie jest takie miłe, takie fajne, takie bezpieczne... Widząc wszędzie same minusy dajemy samym sobie prawo do nie zmieniania siebie i swojego życia. Bo przecież jest beznadziejnie, więc i tak choćby nie wiem co nic się z tym nie da zrobić. Nie można dostać pracy w urzędzie, bo wszystkie stanowiska są obsadzone "swoimi", nawet jeśli dostajemy zaproszenie na rozmowę. Najłatwiej jest nie iść, a potem mówić, że i tak by się tej pracy nie dostało... Gdzieś w podświadomości mamy zakodowane, że zmiana boli. I to w pewnym sensie prawda, bo zmiana sposobu myślenia i nauka dostrzegania plusów i zalet jest pracą nad sobą - i to ciężką. Tymczasem brak zmian powoduje oprócz rzecz jasna frustracji, także iluzję poczucia bycia bezpiecznym.

Lęk przed odpowiedzialnością
Ludzie boją się nie tylko zmian, ale także odpowiedzialności za swoje życie. Jeżeli narzekając obwiniają innych za swoje życiowe niepowodzenia, to niejako zrzucają winę za to na jakieś abstrakcyjne zupełnie osoby, na los, rząd itp. Czują, że nie muszą brać swojego losu w swoje ręce. Czytałam niedawno na pewnym forum wypowiedź człowieka, który utrzymywał, że jest przedsiębiorcą i że po opłaceniu składek do ZUS, zapłaceniu VAT i poniesieniu innych kosztów zostaje mu jakieś 1200 zł, z których musi zapłacić rachunki, kupić jedzenie i inne rzeczy sobie, żonie i dziecku. I że w związku z tym, że firma prosperuje źle (oczywiście winny jest ktoś inny), to on ma prawo do narzekań. Tymczasem ten pan po prostu się boi - i doskonale wie, że musi coś zmienić, prawdopodobnie zamknąć działalność i wrócić na etat albo postawić na marketing, wprowadzić inny sposób zarządzania itp. Ale to wymaga działania i stanięcia oko w oko z rzeczywistością, uświadomienia sobie własnych błędów i dążenia do poprawienia ich. To wymaga wzięcia odpowiedzialności za siebie, życie, pracę. A to boli.

Niestety narzekanie naprawdę jest wciągające, zupełnie jak narkotyk, który pozwala nam na uniknięcie bólu związanego z prawdą o sobie, o swoich kompleksach i głębokich emocjonalnych ranach. W zamian za to dostajemy chwilową satysfakcję, od której naprawdę łatwo się uzależnić.

Większość narzekających nie chce gotowych rozwiązań dla swoich problemów, nie szuka pomocy, lecz tylko kogoś, komu można zatruć dzień biadoleniem i użalaniem się. Taka osoba czeka, aż znajdzie się ktoś, kto ponarzeka razem z nią. Nie łudźmy się - nie pomożemy komuś takiemu, jeśli sam nie zacznie chcieć zmiany. Ewentualnie można spróbować sposobów, o których pisałam wcześniej, można chwalić, pomagać dostrzec pozytywy w życiu lub po prostu zmieniać temat.

8 komentarzy:

  1. Długo czekałam na nowy wpis! :) I od razu całkowicie się zgadzam! Należę do optymistów i ciągle spotykam się z niemałym zdziwieniem otoczenia. Tak jak Ty, straciłam pracę, pracowałam do lutego tego roku i... byłam najszczęśliwsza na świecie, bo bardzo tej pracy nie lubiłam (to była jedyna rzecz w moim życiu, na którą narzekałam) i już od jakiegoś czasu szukałam innej. Wypowiedzenie sprawiło, że włączył mi się power i już mam inną pracę, bezrobotna byłam przez... jeden dzień ;) znam jednak ludzi, którzy są autentycznie nieszczęśliwi, niezadowoleni ze swojego życia, nie cenią tego co mają, a mają naprawdę dużo, i moim zdaniem wynika to z tego, że zazdroszczą innym i ciągle narzekają, niszcząc i zatruwając w ten sposób życie najbliższych osób

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłam tu przez przypadek. Ależ jesteś świetną dziewczyną! Ja kiedyś byłam podobna, też taka zwariowana optymistka a teraz... dużo się w moim życiu zadziało złego, wiele zmieniło, dostałam w tyłek od życia i od ludzi i ... gdzie się podział mój życiowy optymizm, nie lubię siebie teraz takiej, zauważyłam, że teraz w moim gronie jest więcej osób narzekających, ja sama się taka stałam, zaczęłam mówić źle o innych, muszę nad sobą popracować, zmotywowałaś mnie, widzę, że są wśród nas optymiści, napawa mnie to otuchą, muszę odnaleźć siebie taką dawną, mam nadzieję, że jeszcze nie umarła... Będę tu częściej zaglądać. Acha, ile masz lat, jeśli to nie tajemnica..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :).
      Pracuj nad sobą, na pewno ci się uda, ta fantastyczna, pozytywna dziewczyna jest gdzieś tam w tobie nadal, nie umarła,po prostu zasnęła i wystarczy, że ją obudzisz :).
      Nie, mój wiek to nie tajemnica, zostały tylko cztery wiosenki do czterdziestki :).

      Usuń
  3. Witaj.
    Przeczytałam post z 08 września z niedowierzaniem, bo to jota w jotę historia o mnie . Wzruszyło mnie to . Ja też staram się wrócić do dawnej siebie, idzie mi to różnie ale czuję , że do przodu.Niedawno wyprowadziłam się właśnie z takiego wiecznie marudzącego i narzekającego środowiska i staram sie budować wszystko na nowo.Czytając kilka innych Twoich wpisów na różne tematy i czułam , jak otwierają mi się "szufladki" w których pochowałam siebie pozytywną, szczęśliwą , otwartą i pełną miłości do ludzi. DZiękuję .Pozdrawiam Cię serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcięcie się od toksycznego środowiska to podstawa. Czuję, że teraz naprawdę rozwiniesz skrzydła :) i znów będziesz tą wspaniałą dziewczyną, a twój optymizm i szczęście będą zarażać innych :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. To będzie korespondencja do Agnieszki z 6 października. Osoba prowadząca tego bloga chyba mi to wybaczy. Miło, wzruszająco i tak cieplutko na sercu mi się zrobiło, że ktoś ma to, co ja, tak samo czuje. Fajnie spotkać kogoś podobnego. Wszyscy obok na ogół są tacy smętni, nie uśmiechają się, marudzą, obgadują innych. Może miałabyś Agnieszko chęć na nową znajomość. Ten wpis z 08 września był mój. Nie mam swojego konta ale mogę Ci podać adres mailowy. Iwona.duza@wp.pl. Jeśli miałabyś ochotę... Będzie mi miło jeśli się odezwiesz

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam znowu autorkę bloga za prywatę. Szkoda, że Agnieszka nie przeczytała wiadomości ode mnie do niej. Widać nie zagląda do artykułów wstecz. Tak bardzo bym chciała nawiązać z nią kontakt. Nie wiem jak to uczynić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :). Myślę, że Agnieszka jeszcze tutaj wróci. Czasem osoby komentujące mają wyłączoną subskrypcję komentarzy i raz na jakiś czas sprawdzają odpowiedzi ręcznie.

      Usuń

Dziękuję serdecznie za każdy pozostawiony komentarz. Wasze komentarze dodają mi wiary, że to, co piszę jest interesujące i pomocne.